|
Polski Serwis Naukowy - Servis.pl :: 1999 - 2008 ::
Czwartek, 20 Listopada 2008 |
|
||
|
|
Astronomia
Powrót do spisu
Cel: kometyAstronomowie uznają je za skamieliny Układu Słonecznego. Powstały bowiem 4,6 mld lat temu, wtedy kiedy uformowały się również planety, ale w przeciwieństwie do nich niemal się nie zmieniły od tamtych czasów. W planetach próżno dziś szukać pierwotnego budulca, z którego zostały ulepione. Minerały przeobraziły się w ich wnętrzach pod wpływem wysokiej temperatury i ciśnienia, a skały na powierzchni ulegały nieustającej erozji. Komety zaś uniknęły tego losu. Głównie ze względu na małe rozmiary i oddalenie od słonecznego ciepła.
Zamrażarka pełna komet Hipoteza holenderskiego astronoma Jana Oorta mówi, iż daleko za orbitą ostatniej planety Plutona, prawie już w połowie drogi do najbliższych gwiazd znajduje się olbrzymi rój komet od miliardów lat tkwiący w okowach kosmicznego mrozu. To prawdziwa "zamrażarka" prastarego materiału, z którego złożona była słoneczna mgławica. W obłoku Oorta mają krążyć biliony komet o rozmiarach większych niż kilometr. Nie sposób dziś tego sprawdzić. To za daleko dla naszych sond. Ale od czasu do czasu komety same do nas przybywają. Grawitacyjne zakłócenie ze strony przechodzących w pobliżu gwiazd sprawia, że niektóre z komet są wyrzucane z macierzystego obłoku i wędrują w pobliże Słońca. Ciepło jego promieni roztapia lód, parują gazy, uwalniają się zamrożone wcześniej pyły. Jądro komety skrywa się za gęstym obłokiem, tzw. głową komety. Daleko w kosmos rozciąga się również długi gazowo-pyłowy warkocz. Mimo że samo jądro miewa zazwyczaj ledwie kilka kilometrów średnicy, średnica głowy może mierzyć milion kilometrów, a warkocz - nawet setki milionów kilometrów. Dlatego dzięki odbitemu słonecznemu światłu komety mogą być więc doskonale widoczne z Ziemi. Czasem przybysz składa nam tylko jedną wizytę. Zatacza łuk wokół Słońca i ucieka z powrotem na co najmniej kilka tysięcy lat w odległe rejony układu - jak kometa Hale-Boppa z 1997 roku. Bywa jednak, że komety pozostają w naszych okolicach na dłużej. Siła grawitacji potężnego Jowisza sprawia, że zostają złapane i uwięzione na bliskich Słońcu orbitach. Od tej pory co kilkadziesiąt czy też sto kilkadziesiąt lat powracają w okolice Słońca, jak np. słynna kometa Halley'a. Bliskie spotkania różnego stopnia Właśnie z takimi "okresowymi" kometami mają spotkać się w najbliższym czasie ziemskie sondy: Contour ma dwie pewne randki. 12 listopada 2003 roku przeleci obok komety Encke'go, a 19 czerwca 2006 roku zawita w pobliże komety Schwassmana-Wachmanna 3. Naukowcy chcą, żeby to były niezwykle bliskie w historii spotkania - sonda ma przemknąć nie dalej niż 100 km od jądra komet i zbadać ich skład chemiczny (kometę będą równocześnie obserwować ziemskie teleskopy). Naukowcy rezerwują dla Contoura jeszcze jedno spotkanie - choć celu wciąż nie znają. Chcą mianowicie, by sonda zbadała jedną z komet, które mogą całkiem niespodzianie pojawić się na niebie, jak to uczyniły komety Hale-Boppa czy Hyakutake kilka lat temu. Wtedy jednak nie było gotowej sondy, która mogłaby wyjść im na spotkanie. Teraz w kosmosie będzie czuwał Contour. Stardust w styczniu 2004 roku spotka się z kometą Wild-2. Zanurzy się w jej warkoczu, przeleci w odległości 150 km od jądra. Złapie w specjalną pułapkę garść kometowego pyłu, z którym dwa lata później ma powrócić na Ziemię. Jeśli się uda, to po raz pierwszy od czasu lotów na Księżyc sprowadzimy na naszą planetę nieziemskie minerały. Jeszcze większe wyzwanie czeka Rosettę. Ma ona dogonić kometę Wirtanena, po czym osadzić na jej powierzchni mały lądownik, który wwierci się w jądro. Nastąpi to jednak dopiero w 2011 roku, bo Rosetta będzie ścigała kometę prawie dziewięć lat. Dużo szybciej dziurę w komecie może zrobić Deep Impact, jeśli tylko jego misja zostanie zatwierdzona. Start planowany jest na 2004 rok. Rok później Deep Impact ma zbliżyć się do komety Tempel 1 i wystrzelić w jej kierunku półtonowy pocisk, który ma skruszyć jej jądro. Naukowcy tym brutalnym sposobem chcieliby zajrzeć do wnętrza. Pęd do wiedzy Czego spodziewamy się dowiedzieć? Jedna z hipotez mówi, iż to kometom bombardującym miliardy lat temu naszą planetę zawdzięczamy oceany i morza. Czy to prawda? Nie wiadomo. Wciąż nie wiemy, ile wilgoci niesie w sobie ich warkocz, a także, czy ich woda ma taki sam skład izotopowy jak woda ziemska. Zgodnie z hipotezą panspermii komety miały przynieść też związki organiczne, z których powstało życie na Ziemi. Wiele najprostszych związków organicznych odkryto w atmosferach komet i obłokach międzygwiazdowych, ale czy mogą tam się tworzyć związki bardziej złożone, takie jak aminokwasy, cukry czy nawet wirusy. Z pewnością wielokrotnie w historii Ziemi uderzenia komet zmieniały bieg dziejów, powodując globalne katastrofy, wskutek których wymierała większość organizmów. Zdaniem Zdenka Sekanina i Donalda Yeomansa, którzy analizowali komety przelatujące blisko naszej planety, zderzenia Ziemi ze sporą kometą można się spodziewać raz na 30-60 mln lat. Zagadką jest nadal fizyczna budowa komet. Dlaczego jądra tych lodowych tworów są tak bardzo ciemne? Czy są zbudowane z litego kawałka lodu, czy też są w środku pokruszone? - Przygotowując się do obrony przed nadlatującą kometą, musimy przecież wpierw wiedzieć, jak jest zbudowana - tłumaczy Yeomans. Inny powodem zainteresowania kometami jest... podbój kosmosu. Te niewielkie ciała kosmiczne mogłyby być w przyszłości źródłem cennych surowców. - Komety mogą pewnego dnia stać się bazami paliwowymi - sugeruje Yeomans. Woda w nich zawarta może służyć astronautom nie tylko do picia, ale - po podziale na tlen i wodór - stać się doskonałym paliwem rakietowym. Komety Nauka przez całe stulecia błądziła, usiłując odgadnąć naturę komet. Arystoteles twierdził, że komety to ogniste wyziewy Ziemi płonące nad nami w atmosferze. Taki też pogląd dominował w średniowieczu. Dopiero duński astronom Tycho Brahe obalił tę hipotezę. W roku 1577 dowiódł, że widoczna na niebie kometa musi znajdować się dalej niż Księżyc, nie należy więc do ziemskiej sfery. Brahe wciąż jednak uważał, że komety są zsyłane przez Boga jako znaki ostrzegawcze dla ludzi. Również słynny astronom Johannes Kepler uznawał je za znaki łaski bożej. Dla niego, głęboko wierzącego protestanta, były ostrzeżeniem o zbliżającym się końcu świata. Ludzie powszechnie uważali komety za posłańców złych nowin (astrologowie sądzą tak do dziś). Pojawienie się ich złowieszczego warkocza na niebie miało zwiastować nieszczęścia wielkiego kalibru - śmierć władcy, zarazę, powódź, a nawet koniec świata (co jednak - jak widać - jeszcze się nigdy nie sprawdziło). Według powszechnych opinii jasna kometa widoczna na przełomie roku 1811 i 1812 miała przynieść klęskę Napoleonowi. Francuski fizyk Dominique Arago na początku XIX wieku przekonywał w rozprawie o kometach, że to ciała materialne. Był jednak pewien, że na komecie - podobnie jak na planetach - mogliby żyć ludzie, gdyż organizm ludzki jest w stanie przetrwać ekstremalne temperatury i ciśnienia, które - jak sądził - tam panują. Kometa Wirtanena Po raz pierwszy zobaczył ją Carl Wirtanen 15 stycznia 1948 roku. Mniej więcej co pięć i pół roku powraca w pobliże Słońca i Ziemi. Po raz ostatni widziano ją w roku 1998, więc powróci w 2003 roku. Kometa Enckego Ma najkrótszy okres orbitalny ze wszystkich znanych komet - tylko 3,2 roku zabiera jej okrążenie Słońca. Obserwowana od 1786 roku, chyba najsłynniejsza poza kometą Halleya. Kometa Schwassmanna-Wachmanna 3 W 1995 roku odpadło od niej kilka większych kawałków. Astronomowie spodziewają się, że dzięki temu odsłoniło się jej wnętrze. W Internecie: http://www.contour2002.org/ Mr. Kometa Dobiegając 95 lat, prof. Fred Whipple jest chyba najstarszym na świecie czynnym uczonym, członkiem misji sondy Contour i jej duchowym szefem. Nikt chyba bardziej niż on nie czeka na wyniki jej badań. W roku 1950 Whipple postawił sensacyjną hipotezę, iż - mówiąc jego słowami - kometa jest po prostu "wielką, brudną śniegową kulą", trochę bardziej zbitą niż zwykła śnieżka, którą każdy z nas lepi zimą. Jego zdaniem jądro komety zbudowane jest z dość zwartego lodu zmieszanego z pyłem. Najbardziej zewnętrzna warstwa poddawana promieniowaniu słonecznemu staje się twardą, ciemną skorupą i prawdopodobnie przypomina stary, brudny, zleżały lód, który na wiosnę zalega na skraju naszych dróg i ulic. Hipotezę Whipple, zwanego od tego czasu Mr. Kometą, potwierdziły zdjęcia sondy Giotto, która przeleciała w 1986 roku w pobliżu jądra komety Halleya. Wcześniej wyobrażano sobie, że komety to luźne skupiska sypkiego materiału, drobnych meteorytów, podobnych do kupki luźno spojonego piasku. Źródło: gazeta.pl 01.07.2002r.
Powrót do spisu
|
nasze serwisy tematyczne Patronat![]()
Wydarzenia
O nowych trendach w obrazowaniu medycznym
07.11.2008 22:58
IT-medica 2008 Gdańsk
06.11.2008 17:26
Konferencja E-Zdrowie: Teraźniejszość i Przyszłość- przybyliśmy, zobaczyliśmy...
26.10.2008 15:50
Konferencja Obrazowanie medyczne - najnowsze trendy w technologii i polskim prawodawstwie
24.10.2008 21:34
Medyczny Nobel 2008 za HIV i HPV
06.10.2008 17:29
E-Zdrowie: Teraźniejszość i Przyszłość
05.10.2008 22:50
I Śląskie Dni Społeczeństwa Informacyjnego
05.10.2008 13:05
|